sobota, 12 października 2013

Dla miłości warto walczyć cz. VI

Ehh.. dacie wiarę.. to była Nasza pierwsza wspólna noc.. Po takim czasie znajomości. Kiedy KTOŚ przyjeżdżał do mnie to oczywiście byłam już w ciąży więc nawet nie wychylałam się i nie mówiła rodzicom, ze chętnie spałabym poza domem. Na kochanie się zawsze można znaleźć czas i miejsce.. nie potrzeba do tego nocy...ale jakże cudnym uczuciem jest zasypianie i budzenie się razem, obok siebie :) Ehh... KTOŚ mógł pozwolić sobie na lulanie do 9:00 więc starałam się nosić Kubusia i zajmować Go czymś, żeby za dużo nie mówił  i nie chodził po śpiącym :) z różnym skutkiem, ale KTOSiowi nic nie przeszkadzało. Z resztą duże łóżko i wygodne :) Pojechał do pracy, a ja psychicznie przygotowana na dopłatę za drugą osobę w pokoju. Jakoś po 12:00 poszłam zapłacić za kolejną dobę, bo tak kończyła się obecna... Kiedy wróciłam do pokoju zaraz zadzwonił KTOŚ z zapytaniem czy już zapłaciłam... a ja na to, że tak.. więc powiedział, żebym poszła po kasę, bo tej nocy będziemy spali u Niego. Po kilkuminutowych namowach poszłam wszystko odkręcać i zaczęliśmy pakować się z bratek w tempie ekspresowym :) KTOŚ wyszedł wcześniej z biura, żeby przywitać Nas u siebie w domu, gdzie byli już rodzice i robili obiad dla Nas. Jeszcze przez tel powiedział, ze zostawi Nas na jakieś 2 godz z rodzicami, bo będzie musiał jechać do klientów.. więc powiedziałam, ze nie ma takiej opcji.., ze wolę jeździć te 2 godz po mieście i później się z Nim spotkać niż siedzieć skrępowana przez ten czas i spoglądać na zegarek wyczekując jego przyjazdu :) W końcu okazało się, że klienci zostali przełożeni na następny tydzień.
Ok. Przyjechaliśmy pod  blok, wypakowaliśmy tyle ile mogliśmy zabrać w ręce i poszliśmy. Poznaliśmy rodziców KTOSia :) ehh.. w końcu. Tyle o nich mówił i w końcu udało się ich poznać :) Mama zabiegana, wiecznie coś robi :) sprząta itd :) bardzo miła i rozmowna, a Tata zdystansowany, niewiele mówi, ale za to jak coś powie to odnosi się wrażenie, że jest to przemyślane :) Naprawdę fantastyczni ludzie i jeszcze widać ich wzajemną miłość :) Aż miło posłuchać jak jedno mówi do drugiego: "Kociu" :) Naprawde przemiło :) ale nie nadskakują sobie i nie mdli, żeby nie było :)
Zaraz był obiadek. Pomijam, ze nie mogłam Go jeść, bo zjadłam :) Jak mogłabym odmówić? W ciągu tych kilku dni zjadałam dość mało produktów, których nie mogę, ale.. raz kozie śmierć :) Oczywiście jedną ręką jadłam, a drugą trzymałam Kubusia..więc możecie sobie wyobrazić jakie to łatwe... w końcu położyłam Go na dywanie, ale nieopodal był duuuuży kwiatek i Kubusiowi od razu się spodobał, więc wrócił na kolana hahaha Kiedy KTOŚ skończył jeść zabrał małego do siebie :) To było baaaardzo miłe :*
Po obiadku KTOŚ zabrał rodziców do siostry poza miasto więc na noc w mieszkaniu zostaniemy my i brat. Wieczorem brat poszedł po piwka i po winko dla Nas i tak sobie siedzieliśmy. Kubuś ładnie bawił się i co jakiś czas ktoś mu potowarzyszył. Kiedy był już marudny, ululałam Go i wróciłam. Oczywiście winka wypiłam aż kieliszek hahaha Późno poszliśmy spać :)

1 komentarz:

  1. Tym razem czeka na mnie kolejna część, więc już zmykam do VII :)

    OdpowiedzUsuń