Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 kwietnia 2014

Tęcza :)

I w końcu ukazała się pierwsza tęcza tej wiosny :) Nie pamiętam czy widziałam w zeszłym roku... za to ta była podwójna więc to chyba dość rzadki widok :) Kubuś widział tęczę przez okno :)

Z czym kojarzy się Wam tęcza? Mnie z dzieciństwem i pewnym wyjazdem na wieś do jakiegoś kolegi mojego taty :) To tam nauczyłam się jeździć na rowerze bez patyka haha

A oto tęcza:





czwartek, 10 kwietnia 2014

Krynica Morska i pobyty.pl

Ostatnio przez kilka dni przeglądałam oferty wyjazdu nad morze, ponieważ ciocia z wujkiem jadą i pomyśleli, żebyśmy z Kubusiem tez z nimi pojechali. Żeby Kubuś nawdychał się jodu i może jakoś tą odporność podreperujemy. Więc zaczęłam szukać noclegów. Po kilku rozmowach z ciocią wyszło, że mam wybrać coś pomiędzy Krynicą Morską, Mikoszewem, Sztutowem itd.... czyli strona pomiędzy Zatoką Gdańską a Zalewem Wiślanym. Z tego wszystkiego najładniejsza krajobrazowo wydala mi się właśnie Krynica, ale tylko dlatego, że z obu stron jest woda, a ja wodę kocham :)
     Napisałam kilkadziesiąt maili z zapytaniami dotyczącymi cen w konkretnym terminie. Ceny różne tak jak i warunki. Oczywiście nie pisałam do hoteli ***** tylko bardziej do pensjonatów i willi.Odpowiedzi otrzymywałam z różną częstotliwością. Ceny od 100,-pln za dwa pokoje 2-osobowe (jeden dla cioci i wujka i drugi dla mnie z Kubusiem). Zdziwiło mnie, ze są miejsca w których płaci się za małe dziecko... nawet do 12 lat ok 30,-pln/doba. W końcu trafiłam na ofertę na Gruperze. Apartamenty 349,-pln za kupon o wartości 700,-pln. Więc co.. kupiłam - bo ta cena dotyczyła pobytu 6 dniowego (5 noclegów) za apartament. Idąc za ciosem zarezerwowałam apartametnt z widokiem na morze, który co prawda był droższy niż te 700,-pln, ale to nie problem dopłacić 150,-pln. Oczywiście wszystko bookowałam w niedziele, kiedy nikt nie pracował.. ani w gruperze, ani na portalu pobyty.pl - gdzie zrobiłam rezerwację - taki był odnośnik na Gruperze. Dzwoniąc w poniedziałek z zapytaniem odnośnie tego jak uwzględniona jest zniżka z Grupera otrzymałam odpowiedź, ze kupon nie uwzględnia apartamentów z widokiem na morze... więc pytam:
- A jest to gdzieś napisane w ofercie, ze nie uwzględnia?
- Nie, ale nie ma nigdzie napisane, że uwzględnia.
I wkurzysz się? Więc w poniedziałek, odkręcałam wszystko i zmienialiśmy apartament. Wystrój jest troszkę gorszy, ale podobno z częściowym widokiem na morze i promenadę - liczę, że z balkonem :) Jak wrócimy albo jak będę miała net tak na miejscu to wkleję Wam widok z okna :)

Czy Wy też mieliscie kiedyś podobne "niedomówienia" na stronach podobnych do Grupera, Groupona itd?

wtorek, 8 kwietnia 2014

I znowu szpital

     Liczę, że Nasze choróbska oddaliły się od Nas raz na zawsze.. a na pewno raz na jakiś czas. MACIE MOŻE SPRAWDZONE SPOSOBY NA PODNIESIENIE ODPORNOŚCI?? Tym razem po rotawirusie i anginie przyszedł czas na zapalenie płuc.Nie mam ochoty opisywać dokładnie i prawie dzień po dniu, bo szkoda o tym pisać... 5 razy na dobę inhalacje, dwa razy dziennie wyciąganie śluzu z noska za pomocą wężyka - i nie był on wsuwany do noska płytko.. sama w domu nie wprowadziłabym tak głęboko ;/ Ale tak trza i dzięki temu szybciej Kubuś doszedł do siebie. W szpitalu spędziliśmy 10 dni... Problem z żyłam był również. I znowu było kłucie Kubusia na cztery kopyta. Na szczęście pielęgniarki były w porządki i trafiłam na super "współlokatorkę" więc pewnie dlatego jakoś wszyscy przeżyliśmy.
      Codziennie rano było ważenie. Pewnego dnia weszła jedna pielęgniarka z komunikatem: " Rozbieramy dzieci do ważenie" wiec co... rozbieramy się. Wjechała inna pielęgniarka z dwoma stażystkami i wagą. Podłączyły. Najpierw ważyła się Natalka - córeczka "współlokatorki", bo dziewczynki mają pierwszeństwo :) Wiec my już rozebrani, czekamy. Wzięłam Kubusia na biodro i patrzmy jak 6-cio miesięczna Natalka niespokojnie leży na wadze... i co.... nagle poczułam ciepło...Kubuś nie zdążył w pieluszkę to olał mamusie :) Na szczęście miałam bluzkę na przebranie, ale spodni już nie hahahahaha

     Ostatnim czasem straciłam całą masę zdjęć z tel, bo musiałam sformatować kartę ;/ z reszta ostatnio jestem na bakier z elektroniką. Komputer się wiesza, telefon nie zawsze zadziała, instrukcja do lustrzanki jeszcze nie przejrzana, a boję się kombinować coś na własna rękę, bo ustawień jest za dużo - tzn dla mnie.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Plan na kwiecień

     Kolejny szybkiszybki miesiąc spędzony na nauce :) Czyli na czymś pożytecznym, a nie od dziś wiadomo, że człowiekowi zajętemu czas szybko leci i o to chodzi :) Ale spokojnie... momenty na zwolnionych obrotach też były :) Poza tym ostatnie 2 tyg spędzone w szpitalu z małym znowu dały w kość (ale o tym później). Oby był to koniec "turystyki szpitalnej" ;/

Kolejny planplan. KWIECIEŃ:
1. Kurs Dietetyki - ciąg dalszy
2. Kurs Dietetyka i odchudzanie
3. Zwiększenie odporności u synka - ciąg dalszy ;/
4. Kupić synkowi rowerek :)
5.  Samochód do mechanika - żeby na majówkę gdzieś wybyć :)
6. Ułożyć planplan treningowy - bieganie
7. Wyjść z domu i biegać zgodnie z planem
8. Dodatkowy trening w domu
9. Chudnąć ok. 1 kg / tydzień
Póki co tyle... bo mam zaległości z poprzedniego miesiąca. choćby w oglądaniu filmów.





wtorek, 24 września 2013

Wspomnienie tygodnia [#4]

Nadrabiam niedzielne wspomnienie tygodnia... Ostatnio nie mam weny na pisanie, bo nie chcę przekazywać Wam negatywnej energii ;/ dlatego czekałam na lepszy czas :)

Mimo, że tydzień zaczął się od zakończenia znajomości.. - tak dokładnie. Zakończenia znajomości, bo w telefonach, gg i Skype cisza. Może to i dobrze. Doszłam do wniosku, że:


Popłakałam już, troszkę ulżyło... ale starałam się czymś zająć i codziennie wychodzić z domu. udawało mi się... Zawsze jak się z kimś rozstaję.. Nie ważne z czyjej strony, ale zawsze pomagało mi wypełnienie sobie czasu po brzegi. Wiadomo, że są jeszcze wieczory i rzeczy, które np. jego przypominają czy programy, które razem oglądaliśmy, ale potrafię już zajmować głowę pozytywnymi rzeczami :) programów nie oglądam albo oglądam i nie myślę za dużo tylko skupiam się na jego treści. 
Tego samego dnia przyszła dziewczyny kuzyna... U nich też rewelacji nie ma. Zadzwoniła zapłakana podczas kiedy i ja płakałam więc powiedziałam, że jak tylko się uspokoi i da radę to niech przyjeżdża. I tak oto znalazła się i już nie płakała żadna z Nas. Trochę ponarzekałyśmy na facetów i od razu było Nam lepiej. A płakała, bo kuzyn oczywiście wyskoczył z tekstem, że z Nią zrywa... ale nie tak łatwo się rozstaną. Czas pokaże, bo młody broi strasznie.. i może lepiej dla Niej samej gdyby się rozstali, ale ciężko to wytłumaczyć komuś kto kocha. Ja wierze, ze będzie dobrze i wszystko się ułoży :)

Następnego dnia spotkałam się z koleżanką i jej córcią Majką :) Ponieważ obie byłyśmy z wózkami to nie chciałyśmy wchodzić do restauracji i robić tłoku :) a wiadomo, że większa część restauracji nastawiona jest na dużą ilość klientów (czyt. stoliki są ciasno ustawione). Usiadłyśmy w ogródku Sphinx'a, czekałyśmy na kelnera jakieś 10 min.. doszłyśmy do wniosku, że chyba Nas nie widzą. JEST. Idzie. No to my już wiemy co będziemy zamawiać. Ja oczywiście wodę mineralną niegaz, a A. piwko, bo już nie karmi. A kelner na to: "Przepraszam, ale na ogródku nie obsługujemy". Yyyy.. no ok. A ponieważ była śliczna, słoneczna pogoda to nie bardzo chciało Nam się siedzieć w lokalu. Zmieniłyśmy ogródek. Niedaleko był ogródek Anatewki. Tam dostałyśmy to co chciałyśmy :) Troszkę porozmawiałyśmy, ale chyba wiecie ile można rozmawiać przy maluchach :)


Później miała przyjechać moja K., ale z racji tego, ze siedzi już na zwolnieniu w ciąży to pomagała koleżance rozkręcać kawiarenkę. Przyjedzie jutro :)


Kubuś rozrabia już po mistrzowsku, choć wiem, ze najwięcej to dopiero pokaże :) Moje rurki do wikliny papierowej są tak połamane, ze można skręcić je jedynie w ślimaczki haha Rozwala wszystko tak jak Martuś, Lilcia opakowanie chusteczek nawilżających, które namiętnie zajadała haha Oczywiście jak coś jemy to jest utytłany haha Pochwalę się, że Kubuś już sam usiadł we wtorek, a następnego dnia poczynił pierwszy krok raczkujący haha i od tamtego czasu posuwa się pełzakowato-raczkując :) Choć i tak najbardziej podoba mu się jak stoi na nóżkach niż siedzi. szybko mu się znudziło.
Do picia dostaje wodę. I zastanawiam się co robić, żeby sam zasypiał. Póki co zasypia przy piersi... ale jak Go tego oduczyć? Mamusie, macie jakieś pomysły? Czy prawie 9 mc to nadal za mały na samotne zasypianie?


Weekend oczywiście na działce wśród grzybów. Przejechali też nasi sąsiedzi więc był grill. Kiełbaski, kaszanki i babcia zrobiła leczo... :) Mniam. Mało doprawione, bo robione pode mnie :) ale reszcie też to nie przeszkadzało :)
W nd spotkałam się z koleżanką w Coffee Heaven. Jak widać Kubuś był z Nami i miał swój fotel :) Mimo, ze koleżanka K. jest lesbijką to powiem Wam, że też mają problemy miłosne. Zawsze zastanawiało mnie jak one siebie rozpoznają... Gej jestem w stanie rozróżnić, choć może to byt bardzo metroseksualny facet, ale wśród kobiet chyba mam problemy. Pamiętam kiedyś na studiach powiedziała mi, że nie mogłabym być lesbijką... więc zapytałam "Dlaczego?" I co usłyszałam?:
- Bo masz za długie paznokcie. hahaha
Można ? Można ! :)
Nie zrobiło mi się głupio. Za to kiedyś.. jak pracowałam za barem, pracował ze mną gej - już nie pamiętam jak miał na imię, ale to w tej chwili mało istotne. Nie było klientów, siedzieliśmy we trójkę  razem z Naszą menedżerką, wygłupialiśmy się i w końcu Dorota mówi do Niego... (a ponieważ koleś był zadbany to chciała Go wybadać haha):
- Naprawdę kobiety Cię nie kręcą? No coś Ty.
Ja akurat byłam w bluzce z dekoltem.... Spojrzał mi głęboko w piersi, aż było mi głupio... po czym odpowiedział:
- Nie. Nie kręcą.
Myślałam, że się spalę ze wstydu. Było mi przykro... i tłumaczenia, że to w końcu gej... Jakoś do mnie nie przemawiały. Bo dla mnie był to po prostu facet.

W każdym bądź razie wracając do koleżanki K. ma dylemat. Którą kobietę wybrać. Ze swoją mieszka. Ona nie ma na nić ochoty. Kiedy K. mówi, ze może gdzieś pojechały albo coś zrobiły.. spontan.. to słyszy.. " to jedź sama", "to zrób sama". Ile można takiego czegoś słuchać? Więc poznała Drugą. Poznały się w aptece, gdzie Druga pracuje. Jaki Druga ma mankament? Męża. Można? Można! Póki co staram się pomóc K. jakoś to rozwikłać i żeby wybrała dobrze. Ehh... cóż ta miłość robi z ludźmi? A moja K. nie zawsze była less... Na początku studiów miała kolesia przez kilka lat. Widzicie jak wszystko się zmienia? :)


wtorek, 10 września 2013

DPD + Plan na blog

W tym tygodniu nie będzie Wspomnień, bo tydzień był wnerwiający i tylko jedno mam w głowie. Kupiliśmy z rodzicami łóżeczko turystyczne dla Kubusia... oczywiście w moim ulubionym sklepie tj. na Allegro. Używane, bo wychodzę z założenia, ze po co kupować nowe rzeczy - droższe od używanych o te 150,-pln (a póki co kasa potrzebna :)).
Więc po kilku tygodniach wybierania i zastanawiania się... Kupić kwadratowy kojec czy prostokątny? Z moskitnierą czy dokupić osobno? Z uchwytami? Czy też dokupić na innej aukcji? W końcu znaleźliśmy. Licytacja. Kojec z uchwytami do nauki podnoszenia się oraz moskitnierą. Koniec aukcji 27 sierpnia około północy więc od razu zapłaciłam, żeby już tylno sprzedający martwił się o szybką przesyłkę. Przesyłka miała być kurierska więc szubka :) Dobrze by było gdyby przyszedł kojec na dniach, bo zaczynały się już chłodniejsze dni, a Kubuś leżał na karimatach i kocach u rodziców w pokoju. Paczka została wysłana 29 sierpnia (czwartek), więc w pt powinna dojść :) W pt. ani śladu. Czy w sb pracują? Nie wiem. Mało ważne, bo jedziemy na działkę więc w razie potrzeby kojec zostawią u sąsiadów - jak bardzo często robią.
Kiedy wróciliśmy oczywiście zero jakiejkolwiek informacji. W poniedziałek również brak odzewu... Więc troszkę zdziwił mnie telefon od firmy kurierskiej DPD i pytanie: Czy dostała Pani ostatnio przesyłkę z jakąś zabawką? Ręce mi opadły.. a co to Św. Mikołaj miał przyjść? Więc powiedziałam, że nie, ale czekam na przesyłkę od nich... I jak się okazało zaginęła w akcji hahha Napisałam do Sprzedawcy, ona następnego dnia miała dzwonić do DPD. Więc we wtorek pod wieczór zadzwoniła do mnie, że kurier źle nakleił list przewozowy i paczka jest w Tarnowie (Sprzedawca z Bydgoszczy). Myślę.. no ok. Zdarza się. Najważniejsze, że już wiedzą, gdzie paczka wylądowała. I dowiedziałam się, że paczka będzie u mnie najpóźniej w czwartek. 
Ok. Przyszła środa (nadal czekam) ... więc ok 15:00 tel. Kto? Myślałam, że kurier... bo zdarza się, że do późna pracują. a Tu DPD - Obsługa Klienta. Czy dostałam paczkę i bla bla bla. Więc wkurzyłam się i powiedziała, ze wiem od nadawcy, ze paczka zaginęła i jest w Tarnowie i czekam na nią cały czas. Ona aha aha aha. Dobrze. 
Przychodzi ten cudny czwartek :) (oh... yeah Kubuś nie będzie musiał już leżeć na podłodze :) ) Od rana nikogo, po południu nikogo...Wkurzona wychodzę na spacer z Kubusiem i dzwonie. Konsultantka zapewnia mnie, ze jutro, czyli w pt będzie na 100%. Mówię, że jutro to mnie nie będzie więc chciałabym nr tel do kuriera, żeby był wcześniej, o później wychodzę... Jechałam z mamą, babcią, ciocią i dwoma psami i Kubusiem oczywiście na działkę na grzyby. Ale obciążenie dla moje Toyotki hahaha, Konsultantka powiedziała, żeby zadzwonić rano, bo wtedy będzie wiadomo kto paczkę zabrał. Miałam zadzwonić po 9:00, a mama umówiła się na 9:00 więc trzeba było przełożyć na później. Ucieszyłam się, ze wezmę kojec na działkę. One pójdą na grzyby, a ja na spokojnie przepiorę kojec i na słonku mi wyschnie :)
Przychodzi piątek. Dzwonię po numer do kuriera... I co? "Ale paczka dzisiaj do Pani nie przyjdzie." No to kuźwa awantura. Wkurzyłam się maksymalnie. Powiedziałam, że 
- Rozumiem, ze paczka może zaginąć, że kurier źle nakleił list przewozowy. Zdarza się. Ok. Nie jesteśmy maszynami. Ale do cholery wiecie, ze paczka jest w Tarnowie od wtorku i ciężko zorganizować jakiś transport, żeby paczka przejechała pół Polski?
- No tak wiem. Mogę Panią tylko przeprosić.
- Ale mnie nic po Pani przeprosinach. Ta firma to jakaś kpina. Wczoraj dzwoniłam specjalnie i konsultantka powiedziała, że paczka będzie dzisiaj.
- No tak. Przykro mi. Paczka jest jeszcze w Tarnowie.
- Aha. czyli bierzecie Państwo pieniądze za to, żeby paczka krążyła po całej polsce, a po 2 tygodniach dotarła do Adresata...
No i co?? Wkurwienie sięga zenitu.
Kojec dotarł wczoraj tj. 9 września. Pozostawię to bez komentarza. Oczywiście reklamacja została złożona przez sprzedawcę więc liczę na zwrot kasy za to. Wrr...

tumblr.com


A teraz coś bardziej przyjemnego dla mnie :)
Czyli plan na blog :)

Ponieważ... Nie zaczynaj zdania od "ponieważ"... haha Ale tak mi pasuje :P
Ponieważ tydzień ma jedynie siedem dni chciałabym Wam przedstawić mój plan na blog.

Poniedziałek - angielski
Wtorek - samorozwój
Środa - samorozwój
Czwartek - włoski
Piątek - samorozwój
Sobota - samorozwój
Niedziela - Wspomnienie Tygodnia (#...)

Wobec tego wszystkiego muszę zrezygnować z cardmakeingu i scrapbookingu - doszłam do wniosku, ze wszystkie TE "przydasie" zajmują mi za dużo miejsca, a i tak nie mam czasu, żeby do tego usiąść i coś zrobić. Niedługo będę sprzedawała na allegro "cuda", które mi zostały, a jest tego rzeczywiście baaardzo dużo ;/

Dlaczego włoski? Uczyłam się tego języka kiedy byłam na studiach hotelarskich. Wcześniej byłam na koloniach / obozie czy jak kto woli we Włoszech - pierwszy raz zagranicą i od razu pookochałam ten klimat i język :) W Hiszpanii nie byłam, ale nienawidzę niemieckiego i hiszpański trochę zalatuje mi tymi S,SZ dlatego na studiach nie zdecydowałam się na hiszpański :) tak wiem... o wiele więcej ludzi na swiecie mówi po hiszpańsku czy po włosku...ale idąc tym tropem...dlaczego nie uczę się rosyjskiego - w koncu to Nasz drugi "najbliższy" sąsiad , a dlaczego nie chiński? W końcu jest ich 1 343 239 923 ludzików (dane z 2012 r.). Uważam, ze trzeba uczyć się tego na co ma się ochotę, a później znajdzie się w tym przyszłość.

Samorozwój - chcę wam pokazać m.in. jak zarządzać czasem, jak uczyć się jeżyków, będę pisała o różnych szkoleniach w sieci. Jeśli tylko coś znajdę to oczywiście zamieszczę... i o wielu innych rzeczach. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie :)

Angielski - czy każdy powinien go znać? Nie każdy jak przeczytałam na jednym blogu. No tak... fakt... starsza Pani Krysia ze spożywczaka na wsi.. nie musi znać... ale ja jednak uważam, że powinno rozumieć się czy np. teksty piosenek.. a nie jak np. mówi moja mama słuchając jakiejś piosenki w języku angielskim, że "to fajna piosenka"... a skąd wie, jeśli nie wie o czym? W obecnych czasach na rynku pracy angielski musi być.. i dodatkowo inny język. Co jest najśmieszniejsze? W wymogach dotyczących stanowiska pracy angielski jest wymagany w miejscach, gdzie nie jest używany. Widzicie w tym logikę?

Wspomnienie tygodnia - fotorelacja z tygodnia :)

Oczywiście prywata i np. przepisy kulinarne, które znajdę w sieci też będą poza tym wszystkim :) Mam tu na myśli jedzonko dietetyczne, ale liczę, że smaczne, a na pewno smacznie wyglądające haha

tumblr.com

niedziela, 8 września 2013

Walka o siebie

Zastanawialiście się kiedyś w jakim miejscu swojego życia właśnie jesteście? Mnie właśnie to dopadło. Z resztą nie po raz pierwszy. Trwa u mnie ciągle "tydzień" porządkowania, ponieważ mam baaaaardzo dużo rzeczy. kiedy wyprowadzałam się z wynajmowanego z mężem mieszkania musiałam zabrać wszystko z dwupokojowego miejsca do mojego jednego pokoju... więc nie są to jedynie ciuchy czy kosmetyki, ale również świeczki, książki i różne różności, które się uzbierały, a których on nie zabrał.
Zastanawiałam się również nad tym czego do tej pory dokonałam... Oprócz wykształcenia i Kubusia to raczej nic. Szczerze mówiąc lekko mnie to podłamało, bo w wieku 29 lat inni mają pełne rodziny, pracę z której są ogromnie zadowoleni, awansują, a druga kochająca ich połówka wspiera we wszystkim - tak wiem to dość wyidealizowany świat i wyobrażenie. Każdy stwarza pozory, że u nich "w domu" jest sielanka, a jak przyjdzie co do czego to wychodzi szydło z worka... z reszta jak u mnie w małżeństwie. Nikt nawet z rodziny wie wiedział, ze kłócimy się nawet o nieposłodzoną kawę, że miałam awantury o cokolwiek, że czułam się poniżana i na każdym kroku wszystko źle robiłam. Na szczęście uwolniłam się od tego...choć nie na papierze, ale liczę, że już niedługo :) Z drugiej strony jeśli jesteście w związkach partnerskich i macie czasem "ciche dni", czy kłócicie się (ale nie na każdym kroku) tylko po prostu jak to w związkach partnerskich bywa czy w małżeństwach.. doceńcie drugą osobę. Doceńcie, ze macie nawet się z kim kłócić, bo inni pozostają sami. Później zasypiacie obok siebie, przytulacie itd... Inni jeszcze tego nie mają, ale nieustannie o to walczą :)
Jeśli chodzi o pracę... Zaraz po pierwszych studiach pracowałam w hotelu. Był to trzygwiazdkowy hotel znanej sieci. U nas w mieście wtedy nie było lepszego. Praca baaaardzo ciekawa (stanowisko recepcjonistki). Fantastyczni ludzie, którzy wnosili w Twoje życie oprócz ambicji, powiew świeżości i chęci do tego co robisz. Motywacja kierownika była mocno dołująca, bo zrzucał na wszystkich swoje obowiązki, a sam szukał naszych potknięć i kablował dyrektorowi hotelu. Na szczęście dyrektor miał swój rozum i tylko słuchał, ale wiedział, że człowiek jest omylny, a my jesteśmy zgranym zespołem i nikt nas nie ruszy :) Codziennie działo się coś innego. Różnego rodzaju konferencje, spotkania, spendy, kibice, wesela, uroczystości, ludzie z pierwszych stron gazet czy "celebryci" (cudne słowo hahahah). Jeździliśmy na szkolenia po całej Polsce, mieliśmy baaardzo tanie noclegi w Naszych sieciowych hotelach... pokój dwuosobowy w pięciogwiazdkowym hotelu to koszt 50,-pln więc spędzaliśmy urlopy gdzie się da :) Jeździło się na kilka nocy to tu to tam :) Niestety wszystko się skończyło kiedy ogłoszono, że Naszym hotelem zainteresowane są prywatne ręce. Fuzja była zgrana w czasie z obroną mojej magisterki, po której dwa dni później siedziałam w samolocie i leciałam za granicę. Kiedy wróciłam szukałam pracy w nieruchomościach. Planowałam wtedy Studia Podyplomowe z Wyceny Nieruchomości. Niestety ukończenie ich wiązało się z praktykami na które bardzo ciężko było się dostać (zamknięte środowisko, więc bez znajomości nikogo do kręgu nie wpuszczali) oraz egzaminem państwowych, gdzie zdawalność wynosiła 10-15 %. Można? Można! Zaczęłam szukać pracy jakiejś.. wierząc, że jeśli coś znajdę to tak właśnie ma być i na stanowisku się ukierunkuję... Jaka ja byłam naiwna haha Dostałam się do państwówki... branża medyczna... lekarze, którzy wyżej sra** niż d*** mają. Pracuję w pionie administracyjnym więc z naszymi mam mało wspólnego, ale za to jak już są to traktujemy się bardzo konkretnie. Moje stanowisko to śmietnik (jak ja to nazywam)...po trochu z hotelarstwa, bhp, księgowości itd. Różne różności. Na szkolenie Cię nie wyślą jeśli sam sobie niczego nie znajdziesz, a jak znajdziesz to będą pytania na co Ci to? To nie Twoja specjalizacja itd. Jednym słowem utknęłam tam i nie chętnie wrócę. Tak wiem. Wszyscy mówią, że w Polsce nie ma pracy.. Ja zawsze mówiłam, że praca jest tylko ludzie mają wyimaginowane oczekiwania w stosunku do niej. 
Dlatego będąc na macierzyńskim chcę wziąć się w garść i zacząć w końcu żyć. Iść do przodu. Ambitnie. Stawiać sobie nowe cele.


Obecnie nawet prywatnie stoję w miejscu. KTOŚ 350 km ode mnie... więc sama nie jestem, ale samotna owszem z małymi przerywnikami. Nie wiem co z tego będzie. Zależy mi na nim, ale prosić się nie będę. Mój czas też leci, a zegar biologiczny tyka hahahaha (bo chcę jeszcze jednego małego skrzata :) )... Ale wiecie do jakich najgorszych wniosków dochodzę?? MARNUJEMY NASZ NAJLEPSZY CZAS. Jestem mu wdzięczna, ze był przy mnie w bardzo ciężkim okresie mojego życia - myślę tu o ciąży, bo zjawił się w czwartym miesiącu i dbał o mnie na odległość. Teraz ma coraz mniej czasu, coraz bardziej zmęczony jest itd. A mój czas leci. Podchodzę do tego egoistycznie? Może. Ale czasem nie mam siły inaczej. 

Dlatego głowa do góry i trzeba iść do przodu. Ja i Kubuś jesteśmy najważniejsi :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Któregoś dnia byliśmy z Kubusiem na spacerku niedaleko domku. Kubuś lulał w wózeczku, kaczki do Nas przychodziły, ale ja nie przyzwyczajona chlebka nie miałam ;/ Wzięłam książkę do czytania i tak mi czas leciał.



Ostatnio mój KTOŚ mnie baaaardzo uradował, bo... teraz był weekend kiedy nie miał synka, bo rura z nim wyjechała na kilka dni. Pomijam fakt, że zadzwonił, żeby Go wziąć w środę i ta dopiero wtedy mu oznajmiła, ze gdzieś wyjeżdżają na 4 dni i że Go nie dostanie, bo będą się pakowali. Wrr... no, ale czym mnie uradował? Nie... Nie przyjechał niestety. Któryś z jego kolegów chciał wyjść wieczorem na piwko, a mój KTOŚ powiedział, ze nie teraz, bo musi ze mną troszkę na Skype posiedzieć.. więc umówili się na później. Wiecie dlaczego się ucieszyłam? Może to wydaje się normalne, że tak powiedział (bo rzeczywiście normalne to jest), ale ostatnimi czasy mój KTOŚ ma mało czasu - o tym pisałam już nie raz :) Cieszę się, że firmę podnosi i dobrze mu idzie. Niestety mam za dobrą pamięć (tak czasem jest to zmora). pamiętam, że kiedyś to ja KTOSiowi poprawiałam humor w każdej gorszej chwili. To przy mnie odreagowywał każdy podły nastrój i uśmiechał się :) To mnie mówił o tych złych momentach i razem Nam było raźniej. Od kilku miesięcy gra z chłopakami w jakąś grę online i to go odpręża. W sumie rozumiem. Przyjmuje inną postać i jest kimś innym niż na co dzień. Ale czasem jest mi przykro jak z nimi siada. Tym razem poczułam się WAŻNA. Nie to, żebym się wcześniej nie czuła, bo KTOŚ nie daje mi odczuć tego, że kumple są ważniejsi...ale teraz poczułam się naprawdę wyjątkowa. Nie wiem jak to inaczej określić. Cieszyłam się, że kumple o mnie wiedzą, że wiedzą, że istnieję... Ehh... nie wiem jak to nazwać... Że wiedzą, że jestem dla KTOSia kimś ważnym i że ze mną też się liczy :) Poczułam się Jego częścią :) :) :)