Jeszcze krótka notatka do wpisu o kawie :)
Pamiętam...kiedy byłam w Stanach uwielbiałam sypaną kawę...zalaną do połowy kubka, a drugą połowę stanowiło mleczko do kawy o smaku French Vanilla. Agatko, pewnie wiesz o czym mówię :)
Najgorsze jest to, że mnie to uzależniało :) Było słodko, nawet bardzo, ale nie tak, żeby zemdliło haha i jednak chciało pić się kolejną. A już na bank następnego dnia te same proporcje. Będąc w Stanach zajadałam się również lodami z pobliskiej farmy. Pyszne i różniste. Z owocami, czekoladą, orzechami, pokruszonymi batonami, pokruszonymi ciasteczkami Oreo (wtedy w Polsce ich jeszcze nie było :) ) czy z M&M'sami :) mniam... I w ten oto sposób w ciągu 6 miesięcy potrafiłam przytyć niecałe 10 kg na amerykańskim jedzeniu.
A to jest mleczko o którym mówię :) Mniam - w Polsce nie widziała - mówię o sklepach, natomiast na allegro widziałam swojego czasu mleczko w formie proszku... nie wiem czy tak samo smakuje, ale chyba jednak w płynie to w płynie :)

