Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barman. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2013

Dawna znajomość cz. V

Zastanawiałam się czy pisać tą część.. dlatego pisząc cz. IV nie wiedziałam czy owa powstanie. Nie mam na nią pomysłu... Ale żeby nie było... nie tworzę jej na siłę :)

Więc... Od paru tyg znowu jestem na cuuudnym portalu społecznościowym Fb. I powiem Wam, że "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal". Święta prawda. Święte słowa. Zaczęła włączać mi się zazdrość... Pamiętam, ze byłam straszną zazdrośnicą w liceum hahahah tak to dość odległe czasy :) Później z czasem cieszyłam się, ze już mi to przechodzi i w końcu dojrzewam do związku z mężczyzną. Do związku, który opiera się na zaufaniu, a nie na podejrzeniach, że co on, z kim i gdzie robi. Telefon sprawdzałam tylko raz.. Kiedyś. Poczty czy społecznościówek - nigdy. Były nawet takie chwile, że zastanawiałam się czy ze mną jest wszystko ok. Czy nie powinnam wybrać się do psychologa.. Nie wiem czy by mi pomógł. Wiem, ze zazdrość wiele niszczy... dlatego też cieszyłam się, że wychodzę na prostą. A tu co? Barman i koleżanki.
Pomijam fakt, ze na Fb znajomych ma ponad 1000. (tak, tam są trzy zera.. słownie: tysiąc). Znajomi znajomymi.. przecież nie jestem zazdrosna o każdą, którą ma w znajomych. Ale...

Są też bardzo dobre / bliskie / czy jak kto woli określać znajome. Mówi, ze więcej odzywają się do Niego na Fb niż na tel, ale potrafią czasem zadzwonić i zapytać co słychać. Z jedną w październiku miał iść na wesele, ale nie idzie, bo musi zostać w pracy. Więc już jest pierwszy "wróg" :P Z inną pracuje... wchodząc rano na Fb (na jego tablicę) patrze obrazek: w tle pościel w serduszka, na pościeli puszka Coca-Coli z napisem Misiu (znacie nową serię Coca-Coli z imionami)... i do całe zdjęcia tekst: "Dla mojego Misia (i serduszko)"... No jak się zagotowałam... Trzymajcie mnie. Od Barmana usłyszałam, że to tylko koleżanka, ze jak kiedyś byli gdzieś na mieście z kilkoma osobami z pracy to panna wypiła troszkę i mówi do Barmana: 
- Misiu, zamów mi taksówkę.
- Nie mów do mnie "Misiu".
I tak zostało... A ja co pomyślałam?? Co mnie to obchodzi, że tak zostało, że panna nie ma czym się zająć itd....
Za kilka dni wchodzę na Fb i co ma wklejone na swoją tablicę?... panna od Misia wkleja cytat: "Jak inni stali w kolejce po rozum, Ty stałaś po oczy"... Moja pierwsza interpretacja: " Ona ma ładne oczy", druga: "Ona jest głupia"... Więc co? Jak się znowu zapaliłam i zagotowałam to zapytałam:
- Ile ona ma lat?
- 21
- Tak myślalam, bo na tyle się zachowuje.
I walnęłam wykład, że patrząc na to wszystko nie widać w jego życiu miejsca dla Jego kobiety. Ja przynajmniej nie widzę dla siebie... i to nie moja "bajka".

Przy czym jak pierwsza historia z Misiem była kiedy "byłam" jeszcze z KTOSiem i od Barmana usłyszałam, ze nie mogę być zazdrosna, bo nie jesteśmy razem - przyznałam mu rację. Tak druga historia miała miejsce już po rozstaniu i Barman powiedział, że ustawi ją do pionu, ze był to już ostatni raz, ze to tylko koleżanka i bla bla bla.

Do tego bliskie koleżanki przyjeżdżają do Niego do Krakowa w odwiedziny, jak On przyjeżdża tu to też się spotykają itd. Powiedzcie mi.. czy to ze mną jest coś nie tak? Czy jestem przewrażliwiona po poprzednich związkach? Czy jemu po prostu nie ufam? Wiem, ze ma w sobie coś magicznego co przyciąga.. może tego się boję...

Czy Wasi faceci też mają bliskie koleżanki? Bo od Barmana dowiaduje się, że to jest przecież normalne.

Najzabawniejsze jest to, że Barman mówi, że chce tylko mnie, że reszta Go nie interesuje, że jak będziemy razem to to wszystko się zmieni. Jestem w stanie uwierzyć, że jego życie singla różni się od życia "rodzinnego"...

środa, 18 września 2013

Dawna znajomość cz. IV

Od kilku miesięcy Barman pisał co jakiś czas. Kiedy napisał po raz pierwszy.. dowiedziałam się, że jest po rozwodzie, że córka z byłą żoną mieszka w Łodzi, a On w Warszawie znalazł pracę jako tłumacz. Więc jeździł z Warszawy do Łodzi w weekendy, żeby zobaczyć się z małą. Pytał jak u mnie sprawy sercowe... wię zawsze odpisywałam, że dobrze, że jestem szczęśliwa mimo, że mój KTOŚ mieszka daleko. 
Po miesiącu mniej więcej znowu napisał. Tym razem był już w Krakowie. Mieszka i pracuje w Krakowie, ale jak tam moje sprawy sercowe? Więc napisałam to samo. Że wszystko jest bardzo dobrze, bez zmian od ostatniej rozmowy.. i rozmowa się ucinała. Następny miesiąc... powtórka z rozrywki. I tak się ciągnęło... Nawet pozostawało na jednym pytaniu.. jak u mnie sprawy sercowe.. ja oczywiście, że wszystko dobrze... i koniec rozmowy. nie ma. Zniknął. Już nie odpisywał. Itd.
Ostatnio napisał mi o co tak naprawdę chodziło z tą "zabawą". Badał czy jestem szczęśliwa, czy u mnie wszystko w porządku, bo... jak On to powiedział... On mnie Kocha. Yyyy..... Dezorientacja... O co kaman? 



Okazało się, ze kocha mnie przez te 5 lat, że będzie się o mnie starał, że będzie o mnie walczył, że chce Nas z Kubusiem ściągnąć do Krakowa itd.. Oczywiście nie była dłużna i zaczęłam wracać do przeszłości i jak  to mam w zwyczaju... wypominałam :) że kopnął mnie w tyłek, że tyle dla mnie znaczył, że spał ze mną i z nią jednocześnie, że czułam się wykorzystana, że byłam tylko do jednego, że On już dokonał wyboru, ze mu nie ufam itd... Więc usłyszałam, że gdyby wtedy wybrał mnie.. to nie miałby kontaktu z dzieckiem. Miał wybór... albo ja albo dziecko. Nasłuchałam się, że ja nie wiem co to znaczy budzić się obok kogoś kogo się nie kocha (no to uwierzcie mi, że wiem), że patrząc na swoją córeczkę żałował, że to nie Nasze dziecko, że tysiące razy pytał mojego brata na dyskotekach co u mnie... Mój brat jak zawsze olewczy mówił, ze dobrze..., że wyjechałam za granice do faceta, później, że wychodzę za mąż itd... Oczywiście Barman uważał, że jestem szczęśliwa. Podobno miał plan jechać po mnie za granicę, ale doszedł do wniosku, że jestem szczęśliwa, że nie chce tego psuć. Brat mi przekazywał, że Barman o mnie pytał, ale tym razem mnie to nic nie obchodziło... Nie dlatego, że byłam zajęta... tylko dlatego, że chciałam o Nim zapomnieć... nie chciałam niczego słuchać. Jednym uchem wpuszczałam drugim wypuszczałam.
A on teraz wyskakuje prawie z propozycją matrymonialną... że chce się Nami zaopiekować, że serce mu pękało, że ktoś inny mnie dotykał, całował, że nie chciał, żeby córka kiedyś mu wypomniała, ze Go nie było przy niej, że tak tęsknił, że tęskni do tej pory, że stanie na rzęsach, żeby mnie odzyskać, że nie pozwoli mnie skrzywdzić nikomu, nawet sobie. Nawet pamiętał co powiedziałam jak mnie przytulał w lasku u mnie na osiedlu: "żeby mnie nie puszczał, że mogę tak stać całą noc". Fakt. Bardzo możliwe, że to powiedziałam :) Pamięta co powiedział jak biegliśmy za rękę do autobusu po imprezie: "Że z nikim nigdy nie było mu tak dobrze". Pielęgnował pamięć o Nas, podczas kiedy ja starałam się zapomnieć. Zapomniałam baaardzo dużo. Zapomniałam słowa, wymazałam niektóre wspomnienia.. niektóre rzeczy pamiętam jak przez mgłę i nawet nie jestem w stanie powiedzieć czy coś wydarzyło się na prawdę czy tylko w mojej głowie.

Nie wiem czy będzie ciąg dalszy historii...

Dawna znajomość cz. III

Miał jeden ogromny minus. Nie był sam. Tak wiem.. Zawsze trafiam na ciężkich kolesi. Jednym słowem nie mógł się z nią rozstać.. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale sytuacja była ciężka. Choć z czasem i tak miałam nadzieje, ze idzie ku lepszemu. Że nie będę musiała się Nim dzielić z jego dziewczyną. Mówił, że jej nie kocha i był w tym naprawdę wiarygodny. Wierzyłam mu. Bardzo chciałam jakoś mu w tym wszystkim pomóc. Chciałam, żeby był ze mną. Żeby to mnie przytulał, tylko mnie. Żeby to ze mną się kochał, tylko ze mną. Udawało mi się. Wierzyłam w to. Uwielbiałam spędzać z Nim czas (nie zawsze była to dyskoteka, alkohol i łóżko). Mógł ze mną robić co chciał. Byłam uległa. chciałam, żeby było u dobrze (nie mam na myśli łóżka). Chciałam, żeby miał to o czym marzył. Mogłam zrobić dla Niego wszystko. Dlaczego? Czyżbym Go pokochała? Mojego Barmana? Za co? :) Tak po prostu :)


Nie pamiętam też w jakich okolicznościach, ale powiedział mi, że ....................... ona jest .............................................. w ciąży. Powiem Wam szczerze, ze ten cios pamiętam do dzisiaj. Pamiętam ból jaki zadał mi tymi słowami. Zawsze uważałam, że małżeństwo można rozwalić.. są przecież rozwody... ale dziecko? Tego popsuć nie mogłam. Nie uważałam tego za etyczne. Widziałam, że nie jest mu z tym łatwo kiedy mówił. Widziałam, że sam jest zakłopotany. Ale co miałam w głowie? Co mówiłam? Na pewno powiedziałam: " to kochałeś się ze mną i z nią jednocześnie?" Oczywiście znając mnie w takiej chwili rzucałam mięsem ile tylko wlezie. Załamka. Wszystko runęło w jednej chwili. Poczułam się oszukana, zdeptana, nie szanowana, wykorzystana. Nóż w plecy. Nie życzę nikomu takiej sytuacji. Zawalił się mój świat. Wszystko w co wierzyłam zginęło, spłonęło. Nic już nie miało sensu. Poczułam, że byłam mu potrzebna tylko do jednego. Chciał się ze mną tylko kochać. Jeszcze pewnie powiedziałam, że tamta mu nie dawała to przychodził do mnie. Młodej, naiwnej, którą zauroczył tak, że była w zasadzie na każde jego zawołanie. Nie wierzyłam w nic co mówił. Nie wierzyłam w nic co kiedyś powiedział. Jednym zdaniem przekreślił wszystko. Dosłownie wszystko.
Któregoś razu na dyskotece źle stąpnęłam, odprowadził mnie do domu... następnego dnia pojechałam z tatą na pogotowie. Noga złamana... zwichnięta czy coś... więc gips i siedzenie w domu. To był grudzień... Sylwester w domu. Nie widziałam Go tyle czasu. Może i dobrze stało się z tym gipsem. Kontakt się urwał. Może były jakieś sms'y. Nie pamiętam. 
Sylwestra spędziłam w domu. Wtedy poznałam swojego jeszcze męża ;/ po pół roku poleciałam za granicę i udawałam, że wszystko jest ok. Po powrocie do Polski, odwiedziłam starą dyskotekę. Zapytałam o Mojego Barmana. To co usłyszałam od jego kolegi znowu zrzuciło mnie z dużej wysokości na ziemię..."Urodziła mu się córka więc teraz w domu siedzi z rodziną". Od tamtego momentu zamazywałam wszystkie wspomnienia z Nim związane...

C.D.N.

wtorek, 17 września 2013

Dawna znajomość cz. II

Zawsze na początek wchodziłyśmy na dyskotekę, gdzie impreza była do godz 2:00. Było tam zawsze dużo ludzi, bar oblegany. Kolesie robili z siebie takich macho, że czasem mdliło. Puszczali oczka jakby im mucha do oka wpadła i jeszcze trzepała skrzydełkami. Panny uwieszone na barze, ledwo trzymały się na hokerach, bo priorytetem było wywalenie biustu na ladę, żeby dostać w drinku chyba więcej wódki albo po prostu numer barmana. Ja zawsze szłam po piwo, dostawałam to co chciałam i odchodziłam, bo przecież inne miały "interes" do załatwienia. Musiały się pokazać. Być dziewczyną barmana... Fajne? Może i fajne, ale opinia o statystycznym barmanie była zawsze tylko jedna... poznaje panienki, żeby je przelecieć. Dlatego ja też się nie wdawałam w takie znajomości. Nigdy nie szukałam faceta na raz i nigdy nie chciałam być jedną z tych panienek na raz...Barmani pewnie opowiadali sobie, kto, którą i na ile sposobów brał. Nie pchałam się nigdy tam, gdzie był tłum... Nie moja bajka.

www.budapesthotels-budapesthotelbooking.com
 
A teraz garść wspomnień. Garść, bo tylko tyle zostało w mojej pamięci. Resztę wyparłam dość skutecznie, a dlaczego.. to wyjaśnię w dalszej części. Weszłam do sali (nie pamiętam której) spojrzałam w stronę baru, Nasze oczy się spotkały. Przez chwilę konsternacja. STOP. O co chodzi. Tymi drugimi oczami były oczy barmana. Tak barmana. NIGDY nie mów NIGDY. Oboje staliśmy tak przez chwilę. Podeszłyśmy z M. do baru i coś usłyszałam, że mam na imię Kamila. Pierwsza myśl w głowie, że chyba mnie z kimś pomylił, że mam na imię Marta.. On na to chyba, że myślał, że to jego koleżanka itd... Od tamtej chwili był moim barmanem. Kiedy podchodziłam do baru, podchodziłam do Niego. Często po coś do picia, czasem porozmawiać. Nie pamiętam rozmów... za to pamiętam, że nagle znalazły się miejsca na hokerach przy barze. Dostawałyśmy w szklankach na piwo drinki. Red Bull'e zmieszane z wódką. Kto tego nie pił? Pamiętałam jeszcze z kursu barmańskiego, że siada po nich serduszko, ale... i tak się piło. kiedy Mój Barman obsługiwał inne panny, a ja nie czułam jego zainteresowania nimi. Wiedziałam, że jestem tylko ja. Zawsze nawet rozmawiając z jakąś patrzył na mnie. Jeśli nie mógł to się odwracał. Kiedy lał piwo patrzył na mnie. Reszta nie istniała. Zawsze czułam się jako ta wyjątkowa i jedyna. Nie pamiętam ile to trwało. Jak długo się spotykaliśmy. Pamiętam za to, że kochaliśmy się w kilku miejscach. Czasem zastanawiam się czy to był sen czy naprawdę się wydarzyło. Kiedy zamykał drugi bar, czyli imprezę do 5:00... zamknął drzwi, żeby podliczyć wszystkie rachunki i co....? Tak kochaliśmy się. Kiedy odprowadzał mnie do domu w małym lasku co...? Tak kochaliśmy się. Kiedy któregoś razu po imprezie zaprosił mnie do swojego mieszkania, co...? Tak kochaliśmy się. Był cudowny. Czego się o Nim dowiedziałam? Poza kochaniem się i pasją do barmaństwa? :) (nie tylko w robieniu drinków, ale mam tu na myśli równie flair - zainteresowani wiedzą o co chodzi). Do tego znał włoski. Oferował mi naukę :) I co?? Że niby miałby mnie uczyć włoskiego? Jak? Skupilibyśmy się na nauce? No nie wiem, nie wiem. Był ambitny. Miał plan na siebie. Bardzo mi się to podobało. Był pewny siebie. Wiedział czego chce. Podziwiałam Go. TAK. PODZIWIAŁAM GO.

C.D.N.

Dawna znajomość... cz. I

Czy można być kochanym przez kilka lat nie wiedząc o tym? Dlaczego tak dziwnie i różnie układa się życie? Dlaczego dokonywanie wyborów jest tak trudne? Dlaczego nie możemy mieć jednocześnie rybek i akwarium? Ale do sedna.



Cofnijmy się o jakieś 5 lat. Kim wtedy byliście? W jakim miejscu swojego życia? Ja byłam wtedy wolna. Był to czas imprez. Studiowałam zaocznie, pracowałam w hotelu na zmiany, miałam super kumpele na imprezy i imprezowałam od wt do nd - tak były otwarte kluby. W pon chyba załoga się regenerowała haha. Należę do osób nieśmiałych :P haha, ale wystarczało po jednym piwku by wyjść na parkiet. Nie chodziłam na dyskoteki by "wyrwać" faceta, ale po to, żeby potańczyć. Sama oczywiście ;) Miałam swój ulubiony klub. Byłyśmy z kumpela tam za każdym razem kiedy wyszłyśmy z domu. Zawsze plan był taki: kupowałyśmy winko i szłyśmy do zaprzyjaźnionej knajpki, gdzie winko dawałyśmy komuś kto był akurat za barem, dostawałyśmy dwie szklaneczki i nasze winko było Nam rozlewane :) Moja dyskoteka była ze dwie uliczki dalej... więc początkowo trochę z M. rozmawiałyśmy i szłyśmy dalej. Przechodziłyśmy obok mojego hotelu więc zawsze wiedziałam kto jest na dyżurze w recepcji i na ochronie :) - w razie czego :)


Dochodziłyśmy do klubu... Z widzenia znała Nas już ochrona, znał Nas też facet w szatni więc zawsze miałyśmy fory przy tłumie ludzi zalegających i czekających na numerek :) Uderzałyśmy na górę, gdzie były dwie salki. Jedna w ciągu dnia była traktowana jak restauracja, wieczorkiem była dyskoteka. Duży bar, kilku barmanów i impreza do jakiejś 2:00. Z tego pomieszczenia wychodziło się na ogromny taras, gdzie był kolejny bar. Latem dawało to świetny klimat :) Na parkiecie królowała muzyka dyskotekowa...R'n'B czy HH. Druga salka ciut mniejsza, mniejszy barek, zazwyczaj jeden barman i dyskoteka chyba do 5:00. Zostawałyśmy zawsze do samego rana, bo ja rzadko w nocy wracałam do domu. Powód? Moje osiedle umiejscowione jest w małym lasku. Albo inaczej. Żeby dojść do bloku musiałam pokonać lasek, bo autobusy nocne zatrzymywały się kawałek od osiedla. W lasku dochodziło do gwałtów, napadów itd..;/ W pewnym momencie, wychodząc na miasto brałam do portfela kasę na piwo i na taksówkę. Taksówkarze mieli ze mną dobrze. Dostawali napiwek za to, ze bezpiecznie dowieźli mnie do domu. Tak wiem. To ich praca, ale bałam się nawet tego, ze siedząc już w samochodzie wywiozą mnie gdzieś ;/  Ale i tak wracałam do domu nad ranem, bo po imprezie zawsze szłyśmy do Sphinx'a na duże kanapki. Ehh... Wspomnienia BEZCENNE :)


Na tych imprezach poznawałyśmy różnych kolesi. Patrząc z perspektywy czasu cieszę się, że mimo różnych "przygód" nigdy nic Nam się nie stało.

C.D.N. :)